Jak wiadomo, mamy tylko jedną planetę – a jako ludzie żyjący w bliskim kontakcie z naturą, powinniśmy dokładać starań, by nasze żeglowanie było przyjazne dla środowiska. Co więcej, to wcale nie jest trudne! Wystarczy odrobina dobrej woli i... kilka prostych nawyków. Jak wprowadzić je w życie? Zaraz wszystko stanie się jasne.
Niepokojące dane
Raporty organizacji zajmujących się ochroną przyrody nie napawają optymizmem: liczebność ssaków, ptaków i innych morskich kręgowców zmalała w ciągu ostatnich 40 lat o połowę, a plastik można znaleźć już nawet na dnie Rowu Mariańskiego.
Nie przytaczamy tych faktów po to, aby popaść w przygnębienie; ważne jest, by zrozumieć, że najwyższy czas podjąć zdecydowane działania. I nie chodzi tutaj o wrzucanie „lajków” czy wspieranie organizacji ekologicznych (chociaż to na pewno nie zaszkodzi). Tak naprawdę ratowanie planety trzeba zacząć od własnego podwórka, a dokładniej – pokładu.
Śmierdząca sprawa - eko żeglarstwo
Kwestia zrzutu fekaliów do wody wciąż pozostaje tematem drażliwym, a w każdym razie skrzętnie omijanym. Teoretycznie sprawa jest prosta – kraje członkowskie ONZ przyjęły konwencję w sprawie ochrony środowiska morskiego, która precyzuje m. in. kwestię odprowadzania ścieków do morza: rozdrobnione i zdezynfekowane nieczystości można zrzucać 3 mile od brzegu, a inne – 12 mil.
Tyle teorii – a jak jest naprawdę? Przykładowo w Chorwacji, mimo iż większość jachtów czarterowych ma zbiorniki na fekalia, zwykle są one... odłączone od instalacji sanitarnej, bo armatorzy chcą uniknąć problemów związanych z zatkaniem jej podczas czarteru. Odrębnym zagadnieniem jest stworzenie infrastruktury do usuwania nieczystości, bo z nią też bywa różnie.
Co ciekawe, problem da się rozwiązać, czego świetnym przykładem jest Turcja. Tam każdy jacht musi mieć zbiornik na fekalia oraz tzw. niebieską kartę. Dzięki niej może bezpłatnie zrzucić ścieki w stacjach wypompowywania. Krótko mówiąc, da się – trzeba tylko chcieć.
OK i co możemy zrobić w tej sprawie? Żeglować jedynie w Turcji? Niekoniecznie, chociaż oczywiście warto wspierać tego rodzaju inicjatywy. Pamiętajmy jednak, żeby zbiornik na fekalia (jeżeli takowy posiadamy) opróżniać jedynie na pełnym morzu, a stając w portach, zatoczkach czy kotwicowiskach, zamykać zawór odprowadzania nieczystości.
Szampon, plastik, CO2 – jak z tym walczyć? Bądź eko!
Większość mydeł, szamponów i detergentów zawiera tzw. SLS – Sodium Laureth Sulfate. Są to substancje powierzchniowo czynne, które ułatwiają nam mycie, ale działają toksycznie na organizmy wodne. Dla bezkręgowców są praktycznie zabójcze, a ponieważ to one stoją na samym początku łańcucha pokarmowego, w efekcie cierpi cały ekosystem.
Czyli powinniśmy... zrezygnować z higieny podczas rejsu? W żadnym wypadku; po prostu wybierając kosmetyki, stawiajmy na te, które nie zawierają środków powierzchniowo czynnych i ulegają biodegradacji. Można je bez problemu kupić w popularnych sieciach drogerii.
Odrębną kwestią jest wspomniany wyżej plastik, nazywany – nie bez przyczyny – zmorą XXI wieku. I tu wbrew pozorom możemy zdziałać najwięcej, podejmując bardzo proste działania:
- zamiast zgrzewki sześciu małych butelek wody, kupmy dwie duże butle. Będzie ekologicznie i w dodatku taniej,
- unikajmy jednorazowych opakowań, woreczków itp. Podczas rejsu trzeba je gromadzić, segregować i pilnować, by nie porwał ich wiatr. Zastępując je wielorazowymi, mamy czystszą planetę i mniej bałaganu,
- w portach kupujmy lokalne produkty – będzie smacznie, zdrowo i... lepiej dla środowiska, bo przewiezienie towaru z drugiego końca świata oznacza wiele litrów spalonej ropy, dodatkowe opakowania itp.,
- NIGDY nie wyrzucajmy tzw. petów za burtę. Niedopałek papierosa zawiera plastik i substancje toksyczne dla organizmów morskich, a rozkłada się nawet 5 lat!
Jak widać, eko-żeglowanie to naprawdę prosta sprawa. Nawet drobna zmiana nawyków, pomnożona przez liczbę żeglarzy, zrobi wielką różnicę. I właśnie o to chodzi: mamy moc zmienić świat. Skorzystajmy z niej.